pachołki na solidarności

Kurcze(to tak delikatniej) jak ja bym chciał napisać o czymś dobrym ale niestety widzę na codzień mało dobrych rzeczy. Znów wrócę do absurdów komunikacyjnych. Dokładnie w czwartek w Al. Solidarności tuż za błękitnym wieżowcem( patrząc od placu bankowego w kierunku wisłu) ekipa zdolnych i robotnych robotników na chodniku ustawiła piękne czerwono białe pachołki. Ze stali i żelaza a jakże, wkute w beton chodnika wyraźnie wyznaczyły granicę – samochody na ulicy, piesi na chodniku. Kolejny durny pomysł jakiegoś przygłupa z ratusza albo zdm. Dzień później byłem świadkiem sytuacji gdy tą ulicą próbowała przejechać karetka. I co? Próbowała ale ch… z tego bo przecież jakże miała się przecisnąć jak samochody nie miały gdzie zjechać. Po jednej stronie pachołki po drugiej barierka odgradzająca ,nowomysł warszawskich urzędników czyli, przystanek autobusowo tramwajowy od normalnej jezdni. NIe było bata żeby przejechała. Jeden z nadgorliwych, niosących pomoc kierowców urwał zderzak wjeżdżając na oczywiście zbyt wysoki krawężnik. Szkoda tylko, że niewiele to dało bo przecież dla karetki i tak było za wąsko. Ekipa jadąca karetką straciła na odcinku 100 metrów dobre 2 minuty próbując przeciskać się pomiędzy autami tylko dlatego, że jakiś pojeb zatwierdził krawężniki wysokości 15-20 cm i ustawienie metalowych pachołków na chodniku. Ludzie do kurwy nędzy obudźcie się…. rzeczywistość to nie jakieś jebane plany na papierze…Warto czasem pomyśleć…

Read and post comments |
Send to a friend

minimalistycznie…

   Dawno nie pisałem ale jak w końcu się zebrałem to oczywiście znów muszę sobie ponarzekać. Pewnie chory bym był gdybym tego nie robił ale muszę:) Tak się zastanawiam od zawsze jak to jest, że architekci, planiści, włodarze miast, gmin czy poszczególnych dzielnic przy projektowaniu oraz zatwierdzaniu do realizacji nowych inwestycji budowlanych mieszkaniowych czy też użyteczności publicznej okazują się tak krótkowzroczni i absolutnie nie biorą pod uwagę realiów. Dokładnie chodzi mi o miejsca…miejsca w postaci ulic i parkingów czy też miejsca w postaci ciągów komunikacyjnych.
   Zacznijmy od metra. Miałem napisać warszawskiego metra ale przecież w Polsce tylko w Warszawie metro mamy więc można sobie odpuścić uszczegółowienie. W godzinach porannych czy też popołudniowych w metrze jest kompletny tłok i to jest sytuacja niejako naturalna bo w każdym mieście świata gdzie metro funkcjonuje w godzinach szczytu tłok jest nie do zniesienia. Nie wiem czy do naszego metra można było kupić większe pociągi ale jednego pewien jestem, że stacje takie jak Ratusz Arsenał czy Dworzec Gdański powinny były być zupełnie inaczej zaprojektowane. Jak to jest możliwe by zaprojektować za wąskie schody? Albo za mało bramek wejście/wyjście. To jest wręcz niesamowite gdy ciżba wysiadająca z pociągu zderza się z tłumem biegnącym do pociągu, gdy kolejka do schodów jest taka, że wyjście ze stacji zajmuje dobrą minutę albo i lepiej. Wszystko dlatego, że jakiś moron wymyślił taką a nie inną szerokość schodów, że schody ruchome są tylko jedne a na dodatek często nieczynne. Nie jestem w stanie tego pojąć. Te stacje podobnie jak zresztą wszystkie inne powinny być 2 razy większe, 2 razy więcej bramek, 2 razy więcej schodów itp. I co z tego, że kosztowałyby 30-50{d848536da92e57905fbe42a79a633ca812bf1cd18039d7417a9462f1778ea93e} więcej? To inwestycja niemalże nierozliczalna w czasie ale przynajmniej mogłaby służyć w dobry sposób nie powodując nerwów i niepotrzebnego dyskomfortu. Dlaczego robi się tak, że z analizy wynika, że przez stację przewinie się dziennie 20 tys. ludzi to projektuje się ją na 20 tys. a co będzie za rok? za siedem lat?
   Podobnie jest z nowopowstającymi osiedlami mieszkaniowymi czy też blokami budowanymi na już istniejących osiedlach. Świetnym przykładem bezmyślności planistów i decydentów jest to co dzieje się na ursynowskim imielinie. Powstają tu co i rusz nowe bloki a jednak nikt nie pomyślał o tym, ze powstają kosztem a) terenów zielonych i b) miejsc parkingowych. Nie pojmuję tego. Przecież wiadomo, że aut nie będzie mniej, tylko, że systematycznie ich przybywa. Ale nikt o tym nie myśli, stawia się blok na bloku, zabierając już mieszkającym tam ludziom parkingi  strzeżone czy też miejsca parkingowe przy uliczkach dojazdowych i nie tworzy się nowych. Wprowadzają się nowi ludzie  z nowymi samochodami, natężenie ruchu wzrasta do granic absurdu ale dalej projektuje się tak jak się projektuje. Przecież w myśl takiej filozofii to należałoby mieszkając w mieście po prostu z samochodu zrezygnować bo parkowanie w centrum płatne, bo pod domem nie ma gdzie samochodu zostawić, bo dojazd do centrum z białołęki czy ursynowa w godzinach szczytu jest istną mordęgą. Tylko czy jeśli wszyscy przesiedliby się na komunikację miejską to ona by to wytrzymała? Nie rozumiem zasad rządzących tym wszystkim i uważam, że są tu popełniane jakieś kolosalne błędy.
   Szkoda tylko, że nie ma rozwiązań idealnych. A może są…?

Read and post comments |
Send to a friend

Aaarrgh:)

Przyszło mi w niedzielę wymienić zasilacz w komputerze w jednej z firm z którymi współpracuję. Jakaż była moja irytacja podczas tego zadania to po prostu ludzkie pojęcie przechodzi. Sama wymiana trwała może z 7 minut. Demontaż komputera i jego ponowne umieszczenie na miejscu chyba około 50. Dlaczego? Bo jakiś półmózg, moron, debil, wymyślił sobie świetny patent pod tytułem “powieśmy komputer na pasach pod biurkiem”. Co za idiota to wymyślił, jak to możliwe, że tego typu rozwiązanie zostało przez kogoś zatwierdzone i ktoś to wyprodukował i wypuścił na rynek? Pech chciał, że pod biurkiem wisiały sobie dwa komputery więc de facto musiałem zdemontować oba by móc dostać się do przyłączy z tyłu obudowy. Dramat. Zdjęcie komputera z takich pasów nie nastręcza samo w sobie trudności, jednak ponowne zawieszenie go to już nie lada sztuka. Komputer waży swoje kilka kilogramów i wsadzić do w luźno wiszące linki raczej się nie daje. Należy te pasy rozpiąć aż będą sobie luźno leżeć na podłodze, wstawić w nie komputer i później próbować go unieść jednocześnie skracając pasy. Dramat. Naprawdę nie jestem w stanie pojąć jak można coś takiego wymyślić. Mam propozycję dla osób kupujących biurka. Jeśli kiedyś sprzedawca w salonie meblowym zaproponuje wam super rozwiązanie pod tytułem wiszący komputer, zatknijcie jego głowę na pal a salon meblowy podpalcie. Tak właśnie należałoby zrobić.

 

Read and post comments |
Send to a friend

Woodstock 2009:)

Służbowo zostałem wysłany na ten rockowy festiwal odbywający się w Kostrzyniu nad Odrą i oto moje spostrzeżenia. Po first koszmarnie daleko od Warszawy(choć wraca się dużo szybciej) po second ja nie bardzo rozumiem o co chodzi, że ludzie chcą żyć w namiotach i brudzie przez kilka dni tylko po to by porządnie się nawalić. No ale cóż nie mój klimat. Byłem i zobaczyłem. Bardzo przyjaźni młodzi ludzie, którzy szukają swoich koncepcji na życie, koszmarne warunki i nawet niezła muza. Jechałem tam z kumplem z pracy i generalnie było fajnie, najlepszym akcentem wyprawy było podtopienie samochodu w ukrytej w trawie kałuży a później jego wyciąganie. Przy okazji polecam i odradzam kompleks sportowo rehabilitacyjny w górzycy w okolicach kostrzynia. Kompleks jest fajny, wszyscy są bardzo mili, zaplecze sportowe git natomiast kwaterunek do kitu. Może ja mam złe porównanie bo przecież w zeszłym tygodniu byłem w Heweliuszu w Gdańsku jednak naprawdę pokoje w tym ośrodku wołały o pomstę gdzieś tam.

 

 

KDT – smiać się czy płakać

   Oglądałem wczoraj wieczorem w TV a w ciągu dnia kilka razy słuchałem w radio relacji z tego co działo się w KDT na placu defilad i szczerz przyznam, że nie wiedziałem co myśleć. Bo po first primo byłem po stronie kupców po second primo eskalacja przemocy z obu stron konfliktu była przerażająca. Fakt jest faktem, że kupcy ulegli a władze oczywiście przeforsowały wejście komornika do hali. Tylko dlaczego nikt nie zapytał warszawiaków o zdanie? Tzn. w sumie pytano i większość z nas mówi, że te blaszaki w centrum nie powinny stać ale kupcy przecież mieli alternatywę dla stalowej hali. Przygotowali projekt i gotowi byli postawić w tym miejscu galerię handlową co przecież uwielbiającym spędzać czas w galeriach handlowych mieszkańcom stolicy byłoby także niejako na rękę. Propozycje kupców jednak nie zostały przyjęte. W miejscu KDT ma powstać muzeum sztuki nowoczesnej. I ja się pytam po kiego grzyba? W tak atrakcyjnej lokalizacji? Już widzę te miliony turystów, które walą drzwiami i oknami do tego muzeum;) To jakiś absurd. Nikt, z kim rozmawiałem na ten temat, nie jest zainteresowany tym muzeum a więc dla kogo ono ma być? Szkoda mi tych ludzi, którzy pracowali w KDT…ponad 2 tysiące osób na bruku, dosłownie i w przenośni. Fakt, że może towar tam sprzedawany niejednokrotnie był podrabiany, fakt, że czasem ceny były z kosmosu, ale jednak ludzie robili tam zakupy i miejsce było przydatne i użyteczne. Teraz zablokują nam centrum na x lat bo będą trwały prace przy budowie nikomu niepotrzebnego muzeum. ech…tak właśnie jest w polsce….