Kuchenne rewolucje Magdy Gessler – TVN

Oglądam właśnie kolejny odcinek programu „Kuchenne rewolucje” prowadzony przez Panią Magdę Gessler i muszę przyznać, że robi wrażenie. Program oczywiście, jak większość dobrze realizowanych produkcji (Milionerzy, Niania, Miodowe Lata, Taniec z Gwiazdami) nie jest polskim pomysłem ale tzw. programem realizowanym na licencji. Oryginał to brytyjski „Kitchen Nightmares”, którego gospodarzem jest podobno mocno kontrowersyjny Gordon Ramsay. Widziałem oryginał, widziałem też bodajże jakąś amerykańską wersję ale zupełnie mnie to nie wciągnęło. Nasza polska tvnowska edycja jest dla mnie zrozumiała i faktycznie interesująca.
Zanim obejrzałem pierwszy odcinek „Kuchennych rewolucji” miałem okazję kilka razy widzieć Panią Gessler w TV i raczej nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Ten program zupełnie zmienił moje zdanie o niej i uświadomił mi jak wiele pracy wymaga wydawałoby się prosta praca w kuchni. Naprawdę jestem pełen podziwu i szacunku dla sposobu w jaki prowadząca organizuje życie restauracji, które właściwie nie powinny mieć racji bytu. Fajny program, świetne prowadzenie, można się czegoś nauczyć i dowiedzieć. Fajny, naprawdę fajny program. Można by powiedzieć, że to wszystko wyreżyserowane, sztuczne, nieprawdziwe. Ok. Ale mi się podoba. Polecam.



Liczba wyświetleń: 181

Godzina dla ziemi 2010

Dziś punktualnie o 2030 rusza akcja godzina dla ziemi. Akcja polega na tym, że wszyscy, którzy chcieliby okazać swoją troskę o środowisko i atmosferę powinni o tej godzinie pogasić światła i wyłączyć cały zbędnie włączony sprzęt taki jak telewizory, odtwarzacze, radia itp. O ile pomysł wydaje mi się fantastyczny bo jednak jakby nie patrzeć globalne zapotrzebowanie na energię jest ogromne i godzina oszczędności da pewnie jakieś wymierne rezultaty w stylu: nie wycięto 1000 drzew czy też ograniczono emisję Co2 o 0,000006% to mnie zastanawia druga strona medalu. Co się wydarzy po tym jak godzina minie. Gdy wszyscy naraz zaczną włączać to co wyłączyli godzinę wcześniej. Czy instalacje to wytrzymają, czy też okaże się, że gdzieniegdzie transformatory czy też bezpieczniki nagle nie podołają? Ciekawe. Tak czy siak ja się przyłączam i robię sobie godzinę offline bez internetu, tv czy światła. Zachęcam do przyłączenia się do akcji.



Liczba wyświetleń: 110

Backup online – gdzie?

Jak juz wcześniej kiedyś tam pisałem, od dawna zastanawiałem się gdzieby tu składować swoje dane online. Warunków było kilka:
1. Możliwość backupu danych z wielu komputerów
2. Możliwość wgrywania całych folderów
3. Duża pojemność
4. Rozsądna cena
5. Dostęp do plików bez konieczności odtwarzania całej paczki backupu
mniej istotne były dla mnie takie funkcje jak wersjonowanie czy też sposób realizacji powyższej funkcjonalności. Po przetestowaniu, sprawdzeniu, takich serwisów jak mediafire, dropbox, ibard24.pl, mozy, czy też korzystaniu przez parę miesięcy z płatnej wersji humyo znalazłem w końcu coś co mnie zadowala a na dodatek jest niemalże darmowe. Serwis, który świadczy usługę przechowywania plików online a także możliwość ich współdzielenia z innymi a dodatkowo posiada takie funkcje jak wymieniłem powyżej to Wuala by Lacie.
Wuala by Lacie
Firma Lacie do tematu backupu online podeszła w trochę inny sposób niż serwisy, które testowałem wcześniej. Otóż zamiast składować dane użytkowników tylko i wyłącznie na dedykowanych serwerach i pobierać za to słone opłaty stworzyli aplikację typu p2p pozwalającą użytkownikom systemu wymieniać się wolnym miejscem posiadanym na dyskach. Jak to działa? Rejestrujemy się w serwisie i na start otrzymujemy 1GB miejsca na nasze dane. Aplikacja pozwala wgrywać całe katalogi i to nie z jednej jednostki ale praktycznie z dowolnej ilości. Organizacja plików jest prosta i przejrzysta i daje nam także opcje udostępnienia plików innym użytkownikom na 2 poziomach dostępności. Pierwszy to dostępność publiczna i wtedy pliki są widoczne dla wszystkich, drugi to poziom prywatny pozwalający na udostępnienie plików/folderów znajomym w oparciu o sekretny klucz i podaniu im odnośnika do tychże plików dostępnego z dowolnej przeglądarki internetowej. Jak twierdzi firma Lacie wszystkie nasze dane są szyfrowane przy użyciu 128 bitowego algorytmu AES i raczej niemożliwe jest odczytanie naszych plików przechowywanych gdzieś w świecie przez osobę do tego nieuprawnioną. Patrząc na to co Wuala nagrywa mi na dysku, a są to jakieś fragmenty plików innych użytkowników sieci, mam raczej 90% pewności, że faktycznie dane są dobrze zabezpieczone.
Napisałem wcześniej, że korzystanie z usługi/aplikacji jest niemalże darmowe i faktycznie tak jest. Jedynym naszym kosztem to określona przez nas pojemność dysku, którą chcemy współdzielić z innymi użytkownikami Wuala oraz określona przez nas przepustowość łącza dla usługi. Jeśli nie mamy wolnego miejsca na dysku możemy też od firmy kupić interesującą nas pojemność na nasze dane. Moim zdaniem fajne rozwiązanie i warte sprawdzenia. Polecam. Linka do serwisu



Liczba wyświetleń: 102

Rekrutacja…

Przeczytałem dziś ciekawy artykuł na WP pt. Polscy rekruterzy są słabi? Nie potrafią docenić dobrego kandydata i choć mnie zupełnie problem nie dotyczy to jednak musiałem coś napisać żeby zgodzić się za autorką artykułu w postawionych przez nią wnioskach i jeszcze dodać coś od siebie. Miałem parę razy w życiu sytuację gdy byłem na rozmowach kwalifikacyjnych bywało, że rozmawiałem z szefem, bywało, że z kadrową bywał to też wymieniony w artykule rekruter i musze przyznać, że jest mocno słabo w tym temacie. Po first podstawą oceny pracownika jest CV i list motywacyjny. CV rozumiem bo tam można znaleźć podstawowe info o potencjalnym pracowniku, wykształcenie, odbyte kursy i szkolenia itp. ale na cholerę komu list motywacyjny? Przecież wszyscy wiedzą, że takie listy ściąga się z internetu albo pisze jeden i po drobnych modyfikacjach wysyła do wielu firm ten sam. Podstawową motywacją dla szeregowego pracownika jest zawsze pieniądz a w drugiej kolejności możliwości awansu i wartości dodane, takie jak samochód, dobry pakiet socjalny czy służbowa komórka. Ale przecież tego nie można napisać w liście motywacyjnym no bo jakże to? Natomiast w przypadku pracowników wyższego szczebla, którzy faktycznie mogą mieć motywację do tego by realizować siebie i swoje wizje bo status materialny mają na odpowiednim poziomie listy motywacyjne już nie są oczekiwane bo przecież po co? Głupota.
Drugim absurdem jest formalizm spotkań z rekruterem. Dlaczego u nas przyjęło się, że na spotkanie trzeba iść w garsonce, garniturze, a mężczyzna obowiązkowo pod krawatem? Absurd. Formalny strój nie świadczy wcale o elegancji, odpowiedzialności czy też jakichkolwiek kompetencjach pracownika. Wielokrotnie spotykam dyrektorów, prezesów, „managerów”, pod krawatem i w gajerze, których wiedza kończy się tam gdzie czubek ich butów natomiast ludzie faktycznie posiadający umiejętności i wiedzę to ci normalni, w koszuli, w t-shircie, w swetrze. Tylko, że taki właśnie człowiek w swetrze na spotkaniu z rekruterem nie ma szans. I nie ważne jak jest dobry, strój dyskwalifikuje go na wejściu. Autorka nie odpowiedziała na pytanie dlaczego tak jest? Ja też nie odpowiem bo nie wiem i jest to dla mnie niepojęte i niezrozumiałe. Pozostaje pytanie ile faktycznie firmy tracą z powodu kiepskiej rekrutacji, rekrutacji traktowanej po macoszemu czy też nieodpowiednich rekruterów.



Liczba wyświetleń: 105